niedziela, 15 września 2013

Kurorozze

- Oczywiście, że tak - odpowiedziałam. Rozejrzałam się po ludziach przede mną. Kogoś mi ciągle brakowało. - Masamune! - wezwałam ducha Eagle, zarówno na jego posługach, jak i moich.
- Tak, pani? - zmaterializował się przede mną w półklęczącej pozycji.
- Gdzie są Ichiru i Hayato? - spytałam szybko. Trochę zbyt szybko.
- O ile mi wiadomo, chcieli połączyć się z częścią jednostki wysuniętą bardziej na północ, więc dołączą potem. Coś jeszcze?
- Kto ma teraz pozostałych ludzi pod kontrolą? - koło mnie zmaterializował się Sochi.
- Owl się zaoferował. Z tym, że nie uznałbym tego za wzór do naśladowania - westchnęłam na tą odpowiedź. Owl był świetnym teoretykiem, ale fakt, że trzymał całą jednostkę w ryzach był zagadką, jakiej nawet Sfinks nie byłby w stanie wymyślić.
- Dziękuję, możesz wrócić. Szykujcie swoje jednostki i wyruszajcie już. Naszym celem jest punkt kontrolny Nagora - oświadczyłam, po czym zawróciłam Irgo i pojechałam kłousem na miejsce, gdzie Owl machał bezwiednie rękoma, a cała masa żołnierzy robiła wszystko, tylko nie to, co im kazał. Sochi za mną zachichotał cicho, jednak mój cios łokciem go uspokoił.
- Oddział baczność! - wrzasnęłam, spinając Igro aż do stójki. Zaległa martwa cisza, mącona jedynie brzękiem metalu poprawianych motorów. - Każda kolejna minuta waszego opieszalstwa będzie skutkować serią stu pompek pajączków. Róbcie więc, co chcecie.
- Tak jest, pani kapitan - odpowiedział mi równo łączony oddział.
- Owl, jedź ze swoimi, ja nieco zagnę tor, spotkamy się na miejscu postoju - powiedziałam chłopakowi na motorze. Ten tylko kiwnął, nieco speszony swoimi umiejętnościami przywódczymi. Gdy zniknął w gąszczu skomplikowanej siatki swojego oddziału, przejechałam wzdłuż swoich tymczasowych ludzi i krzyknęłam:
- Oddział, za mną! - poleciłam, a huk włączanych silników zagłuszył wszystko pozostałe.

Musiałam nieco wydłużyć trasę, by połączyć się z brakującymi ludźmi na czele z Braćmi-Ptakami, jak często określani byli Hayato i Ichiru. Droga przeszła spokojnie pomiędzy łąkami upstrzonymi wiejskimi posiadłościami szlachty, kapliczkami okolicznych bóstw i polami uprawnymi. Gdy w końcu dołączyliśmmy do reszty, zmierzchało już.

- Jestem wykończona - oznajmiłam, wchodząc do wspólnego pokoju mojego i piątki dowódców. Hayoto skwitował to śmiechem.
- Mówiłem ci, że mam wygodniejsze siedzenie od twojego zwierzęcia - stwierdził dość sugestywnym tonem.
- Spadaj - mruknęłam, rzucając się na łóżko. - Moje zwierze przynajmniej nie wykańcza krajowych pokładów ropy naftowej i jest ciche.
- A przy tym energooszczędne - dodał Craw, matując deGaule'a.
- Hej! Dżentelmen nie wykorzystuje chwili nieuwagi przeciwnika. To niezgodne z moralnością - zaprotestował duch.
- Na wojnie nie ma dżentelmenów, staruszku. Na wojnie są jedynie trupy i idioci zbyt szaleni, by śmierć ich chciała przyjąć - skwitował to Ichiru. Nastała chwila ciczy, w której de Gaule wraz z Owlem zatrzeli pertraktację na papierze nad jakąś tezą Einschein'a, bracia grali w chinkina, a Craw polerował szachy po grze. W pewnym momencie drzwi się otworzyły i wszedł Eagle.
- Pani, nie wiedziałem, że już przyjechałaś - zatrzymał się przed moim łóżkiem, klękając. Pomimo niemal równego statusu, zawsze traktował mnie jak swoją panią. Wynikało to głównie z tego, że od dziecka mi towarzyszył, odkąd tylko moja matka go przygarnęła na dwór na skraju wygłodzenia. - Życzysz sobie czegokolwiek?
- Podusi, cykady i pokoju - wymruczałam półżartem. Ten tylko skłonił się i usiadł przy moim łóżku. Podejrzewałam, że spędzi tak całą noc, śpiąc na siedząco. Był jedną z mniej ufnych osób w kraju i nawet kwatera punktu kontrolnego nie stanowiła dla niego miejsca na tyle bezpiecznego, by pozwolił mi na samotność.
- Kurorozze, grasz? - spytał w pewnym momencie Craw, ustawiając figury. Machnęłam tylko ręką, niezdolna do wysiłku umysłowego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz