Zebrania sztabu to coś, co powinno się już dawno obalić. Trzecią godzinę siedziałam w niewygodnym fotelu wysłuchując wydumanych pomysłów starych facetów, a i tak wojna toczyła się swoją drogą. Już miałam wstać i coś powiedzieć, gdy poczułam na ramieniu uspakajającą mnie dłoń.
- Narazisz się starszym, to cię wyślą na misję-kamikaze i tyle - usłyszałam bezdźwięczny głos Sochiego w uchu. Duch był przy mnie cały czas, równie zainteresowany rozmową, co ja.
- A może spytamy młodą cesarzównę, co o tym sądzi - wybrzmiało w pewnym momencie. Popatrzyłam na Shino, autora tych słów, potem na wielką mapę z pionkami służącymi za symbole oddziałów. - Lepiej wysłać oddziały kapitana Heraku do wąwozy Smoka, czy zostawić je na obecnej pozycji? - podpowiedział mi pytaniem. Był jednym z bardziej racjonalnych starszych i wiedział, że nie słuchałam ich rozmowy.
- Nie sądzę, żeby wąwóz był dobrym miejscem dla tych oddziałów - odpowiedziałam spokojnie, ignorując kilkanaście par oczu wiercących we mnie dziury. - W końcu na nierównych terenach ciężkie jednostki dużo łatwiej zapędzić w kozi róg i zlikwidować. Sądzę jednak, że pozostawienie obecnej pozycji również jest błędem. Zrobiłabym przegrupowanie i na miejsce Heraku - sięgnęłam po biały pionek, przesuwając go. - niech pojawią się tu lekkie jednostki dalekosiężne kapitana Ishidy. Na miejsce obecne - ruszałam kolejne makiety, obrazując swój tok myślenia. - wysłałabym Koyamę, a Heraku wysłała na północ, w Dolinę Bogów. Poza tym, oddział Mayaro marnuje się na tyłach, a jego potencjał maleje, dlatego przesunęłabym go na front, zamiast oddziału Birouki, który już kilka razy zgłaszał dużee straty. Poza tym, na północy brakuje nam sanitariatu, więc przesunęłabym linię frontu jakieś dwadzieścia kilometrów, pod punkt kontrolny.
- To niedorzeczne! Mamy oddać tyle naszego terytorium! - oburzył się strrateg Igarashi, jeden z bardziej radykalnych ludzi sztabu.
- Nie oddamy, księżniczka ma rację - zaprotestował inny, Omarohi. - W obecnej sytuacji tylko wykrawiamy swoich ludzi. Jeśli przeniesiemy front, Rossirja poczuje się pewniejsza, ale nie będzie podejrzewać, że mamy tam zaplecze, więc nie będą mogli działać tak agresywnie bez pogławcenia międzynarodowych konwencj. Poza tym, z punktu kontrolnego łatwiej dodać nowych żołnierzy, wyrzywienie jest tańsze, a ludzie zuskają na morale, mając za sobą stałą pomoc medyczną.
- W takim razie co z... - Igarashi nie dokończył, bo to kwatery wbiegł goniec.
- Pilna wiadomość - oznajmił, klękając po służbowemu na jedno kolano.
- Co się stało? - spytał przewodniczący sztabu, Yamin.
- Jednostka północno-zachodnia Wolf rozstała przerwana i w granicy znajduje się obecnie wyrwa, której bronią pojedyńcze oddziały.
- Ile są w stanie utrzymać linię? - wtrąciłam się do rozmowy. Mina gońca mówiła sama za siebie.
- Najwyżej dwa dni przy dobrym ustawieniu. Rossirja przestawiła część swoich jednostek z frontu centralno-północnego.
- W takim razie... - zaczął któryś ze strategów, ale mu przerwałam.
- Powiadom Ptaszarnię, że za godzinę wyjeżdżamy - oznajmiłam pewnym głosem.
- Ależ księżniczko! Wychodzenie na główną linię jest zbyt niebezpieczne - zaprotestował Omarohi.
- Pozwalanie Rossirja na przerwanie linii frontu jeszcze bardziej. Ptaszarnia jest największą elitą wśród żołnierzy, znają się na swojej robocie - powiedział za mnie Sochi. Wszyscy zamilkli.
- A jeśli coś pójdzie nie tak? Chcesz pozbawić obecną monarchię dziedzica? Bo chyba nie myślisz, że książę jest dobrym następcą - skontrował to inny duch, Akotachi, strateg sprzed trzystu lat.
- Nie pójdzie - w głosie Sochiego wyczułam pewność siebie, na którą ja nie byłabym w stanie się teraz zebrać. - Jeśli jednak coś by się stało, to za siedem dni od teraz wyślijscie kogo tylko chcecie, o ile nie otrzymacie wiadomości o sukcesie - odpowiedział spokojnie.
- Ryzyko jest duże... - skwitował Shino.
- Ale nie beznadziejnie duże. Sądzę, że póki co, to jest najlepszy plan. Za góra trzy dni chcę szczegółowy raport z sytuacji. Jeśli cokolwiek będzie nie po naszej myśli, wysylam oddział Heraku. Rozumiemy się?
- Tak jest - wykonałam prosty salut i wyszłam, a za mną Sochi.
- Pójdę do stajen, by przygotowali transport dla Igro - powiedział duch, gdy byliśmy na świeżym powietrzu. Skinęłam głową, a Sochi rozpłynął się. Duchy miały tą przewagę nad ludźmi, że potrafiły się dematerializować i materializować na zawołanie. Podejrzewałam, że właśnie w tym momencie przestraszył jakiegoś stajennego swoim naglym pojawieniem się.
Nie zdążyłam otworzyć drzwi swojej kwatery, gdy ktoś złapał mnie od tyłu za talię i pociągnął do tyłu.
- Można wiedzieć, co planujesz? - usłyszałam przy uchu męski głos.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz