Księżniczka otworzyła szerzej oczy, kiedy tylko usłyszała mój głos przy swoim uchu. Uśmiechnąłem się lekko.
- Wyprawę - odpowiedziała, odwracając się do mnie przodem. Uniosłem pytająco prawą brew ku górze. - Ty również wyruszasz - oznajmiła mi. Nie za bardzo rozumiałem o co chodzi, chociaż powoli wszystko zaczęło rozjaśniać mi się w głowie.
- Czyli kierujemy się na centralną północ - bardziej stwierdziłem, niż zadałem pytanie. Dziewczyna pokiwała głową.
- Nie sądzisz, że to jest zbyt niebezpieczne Kurorozze? - jak zwykle nie dbałem o formalności.
- Większym błędem byłoby pozwolenie na przerwanie linii, Craw.
- Wyjątkowo nie będę jakoś się spierać, bo niestety masz rację. Przygotuję, więc oddział. Kiedy wyruszamy?
- Za godzinę - odpowiedź mnie zaskoczyła. Ale wojna to nie jest czas na obijanie się, więc pokiwałem lekko głową. Puściłem ją i ruszyłem przygotować mój oddział.
- Za godzinę wyruszamy! - mój donośny głos rozległ się po sali. Elitarni żołnierze Nii-on spojrzeli na mnie zaskoczeni. Ale wszyscy chórem wydobyli z siebie głośny okrzyk symbolizujący zgodę. Uśmiechnąłem się do siebie. Moi ludzie zawsze są gotowi na walkę w obronie naszej ojczyzny. Wydobyli katany podnosząc je ku górze.
~
Godzinę później wszyscy byli już gotowi na to by wyruszyć w podróż. Podobnie jak księżniczka, nie zamierzałem wyruszyć na magicznej machinie tylko na karym koniu. Podszedłem do niej.
- Gotowa, Kurorozze?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz